|
|
wtorek, 24 lutego 2009
biała magia
Feministka chciała, ale dziś nie może. Dziś feminista się nie buntuje. Dziś feminista się wzrusza. Śniegiem, z otwartym dziobem, w zapatrzeniu jak dziecko:) Jeju...bo powiedzcie, że nie jest piękniście...mmmmmmm....bielutko, nie przypomina Wam się dzieciństwo? Sanki, worki, samotne wędrówki wśród śnieżków...ciepło domku, magia baśni...Ech...
jak klucz i zamek...
Bo zwykle nam nie pasuje. Rzeczywistośc, okliczności, świat za którego sterami faceci... Jeśli nie pasuje, najrozsądniej jest zmienic, to co można, jeśli nie można najzdrowiej zaakceptowac, jeśli i to z jakichś przyczyn jest dla Ciebie niewykonalne- najlepiej wyluzowac. Rozkładamy bezradnie ręce nad facetami, którzy nam nie pasują, bo fakt potrafią wiele spieprzyc, a ja dziś proponuję wam feministki, rozłożyc równie szeroko jak zwykle rozkadacie ręce- wasze uda. Bo co jak co, ale tam facet pasuje idealnie. Czy musi pasowac gdzies jeszcze?:) Z perspektywy trzech seryjnych orgazmów świat wyglada znośniej. Krawędzie rzeczywistości traca ostrośc, realia łagodnieją. Nawet buntownicze notki tracą impet. Czasem warto przestac myślec, zatopic się w tym jednym momencie. To wtedy dzieją się cuda, oj dzieją... Drodzy faceci, no dobra, pieprzymy sobie życie nawzajem, ale to wszystko blednie w zestawieniu z tym jakie cuda potraficie czynic z naszymi ciałami. Może jesteśmy jak klocki lego- pasujemy do siebie jedynie od pasa w dół:) I może ma tak pozostac? Niniejszym kończę notkę pośpieszną, życząc Wam łagodnych spojrzeń całotygodniowych:) P.S. Drogie Czytelniczki tej pełnej bzdur strony, uda rozkładamy jedynie przed stałymi partnerami, najlepiej zalegalizowanymi, z pierwszego rzutu , czyli uprzednio nieużywanymi:) Dobranoc :)
bo to ładne było...
Noooo to jestem. Kraków weekendową nocą śmierdzi przetrawionym alkoholem, czy już o tym pisałam? To w pewien sposób charakteryzuje naród, ale nie rozwinę tematu, bo posądzicie mnie o jakąś fobię społeczną:) Właściwie tematów mam wiele i nie wiem, z którego końca zacząc, w całym swym zmęczeniu. Dziś przeszłam samą siebie- najpierw rozładowałam się emocjonalnie pod pływem analizy rysunków chłopca z poprawczaka- rodzina patologiczna i insze- wiadomo nie mogłam tego wytrzymac. Popękało mi serce, a potem z popękania zasnęło wyczerpane na wykładzie - bezczelnie w pierwszej ławce. Cierpię na chroniczny brak snu i skrajne zmęczenie fizyczne, więc może byc nieskładnie- wybacznie. Bo ja właściwie chcę o tym, że zobaczylam coś ładnego i zanim mi zniknie muszę zatrzymac w literach. Ładne zlokalizowane było na ławce w Galerii Handlowej i wpadło mi w oczy w ferworze poszukiwania obuwia zimowego, czyli obowiązku nader przykrego, acz koniecznego. Ładne było mężczyzną z dzidziusiem na prawym udzie. Porażająco piękny widok- dzidzia wielkości laleczki i ojciec, duży, spokojny, łagodny jak delfin, potężny jak drzewo. Nie, nie wiem czy był przystojny, nie zauważyłam, tak piękny był w swym ojcostwie... Wiecie jak on ją trzymał....ech... jak matka, z takim pokładem czułości, delikatnie... cały zatopiony w jej twarzyczce..Było to tak urocze, a zarazem niespodziewane zjawisko, że w momencie oniemiałam. Ech idiotka, mógł przecież mój spontaniczny zachwyt odczytac jako przesłankę, że zachowuje się niemęsko. To właśnie ten fantastyczny gatunek mężczyzn, ten znikomy procent, który daje nadzieję i który sprawia, że mogę z pełnym przekonaniem stwierdzic, iż na świecie są porządni mężczyźni. A linię demarkacyjną należy poprowadzic w poprzek- ludzie dzielą się po prostu na wartościowych i mniej wartościowych. po jednej stronie tej lini są głupawe, wrzaskliwe kobiety i tępi faceci z łańcuchami na szyi. Pod drugiej mądrzy ludzie, bez względu na płec. Ot, przedsenna oczywista oczywistośc:)
integralnie
To niemożliwe. Jak Satori. Jak katharsis...Trafiasz na myśli, cudze, tak szczerze rozlane na monitorze. Nie, nie z egzaltacją...Prosto, krótko, trafnie. Prostolinijnie. Słowa odkrywają Ci na nowo siebie dla siebie, rodzisz siebie z cudzych słów. Przypominasz sobie, że nie można funkcjonowac w rozszczepieniu na poglądy. Chcesz integralnie. Tak mi się zapomniało chwilowo... Wszystkie moje kawałki muszą nauczyc się koegzystencji. Wracam do siebie, przecież nie można inaczej... P.S. Czy ja juz tutaj pisała, że net jest najgenialniejszym wynalazkiem na świecie??:))
Płynąc z prądem...czy naprawdę tego chcesz?
Pomyśl o tym, jeśli zaledwie dotknęłaś swą prawie dziecięcą stópką progu dorosłości...Pomyśl o tym, jeśli mnie czytasz młoda dziewczyno, licealistko, studentko, radosna singielko. Tak ,właśnie Ty, bo przed Tobą wszystko, życie jak rozłożony wachlarz, kolorowy od możliwości. Musisz wiedziec, że na Ciebie czyha niebezpieczeństwo. Dybie na Ciebie zagrozenie najstraszliwsze z możliwych, zagrożenie utraty kontroli nad kształtem własnego życia. Uśmiechasz się lekceważąco? Wzruszasz ramionami? A może myślisz sobie, że jestem nawiedzona? W porządku, lecz proszę, posłuchaj dalej. Myślisz sobie, że Ciebie nie dotyczą te słowa, ty przecież jesteś młoda, zakochana, szcześliwa. ty przecież każdego dnia znikasz w Jego ramionach i świat dla ciebie jest taki bezpieczny, wizja przyszłości tak jasna i prosta jak polna ścieżyna. Ty przecież czujesz się zaopiekowana. Kiedy zapytam Ciebie, co dalej, jak chcesz życ, spojrzysz na mnie zdumiona i odpowiesz: No jak to? nomalnie, jak wszyscy- małżeństwo, dom, rodzina... Kiedy spytam dlaczego właśnie tak, uznasz, że jestem co najmniej dziwna...przecież nie żąda się udowadniana aksjomatów, przecież nie dyskutuje się z dognmatmi, bo przecież wszyscy tak własnie...bo przecież jestes z kimś, bo przecież dwa plus dwa zawsze musi równac się cztery.... Tym razem ja uśmiechnę się pobłażliwie, nie zaskoczyłaś mnie, w końcu jestes jeszcze bardzo młoda. Bardzo delikatna, pełna ideałów, wrażliwa. Ty jeszcze nie widzisz różnicy pomiędzy myśleniem życzeniowym a realnym oglądem rzeczywistości. Ponadto ndt twą świadomością pilnie czuwają instytucje które zawsze "wiedzą lepiej" kościół, konserwatywna rodzina, naszpikowani dogmatami nauczyciele, psychologowie, katecheci. Twoi mentalni dyktatorzy. Zrobisz jak zechcesz, to twoje życie i tylko od ciebie zależy, czy będziesz słuchac podszeptów z zewnątrz, czy najczystszego i najkorzystniejszego dla ciebie, głosu własnego rozsądku. Zanim podejmiesz decyzję musisz wiedziec jedno: małżeństwo dla kobiety jest niczym klatka z zatrutymi kratami. Możesz je wybrac ale musisz wiedziec, że jest formą ucisku kobiety, tak zwana podstawowa komórka społeczna bywa dla kobiety obozem koncentracyjnym. Rozejrzyj się wokoło, sięgnij do obrazu domów znanych z dzieciństwa, przywołaj obraz swojej matki, czy była szcześliwa? Przywołaj obraz ojca, czy już jako maej dziewczynce nie wydawało Ci się, że jest coś nie halo, że tutaj ktoś kogoś wykorzystuje, komuś jest lepiej, komuś gorzej, czy ktoś nie żyje kosztem kogoś? Czy twoja matka, sąsiadka, ciotka były ludźmi w pełni z czasem na własne pasje i zainteresowania? Czy może były urządzeniami do czynności niezbędnych, czy może były tylko FUNKCJAMI? Czy wewnętrznie nie buntowałaś się przeciwko temu, że Twój ojciec jest człowiekiem w pełni, z czasem dla siebie, z czasem na lektury, działalnośc na różnych polach, a matka jakby tylko w połowie istnieje, gdzieś w cieniu, niczym maszyna do obowiązków. Czy już wtedy nie miałaś poczucia pokrzywdzenia własnej płci, nie czułaś że jesteś kimś gorszym, bo dziewczynką? Czy na pewno chcesz życ jak twoja matka, jak większośc polskich kobiet, jak cwierc człowiek, urządzenie do prania, sprzątania, gotowania, niańczenia dzieci? A może coś w środku mówi Ci, że chciałabyś życ po swojemu, samotnie, z ciszą i pustką w mieszkaniu. Z morzem czasu tylko dla siebie, z możliwością realizowania tylko własnych pragnień, planów , zamierzeń. z masą przyjaciół i pracą, której poświęciłabyś się bez reszty. Z możliwością uczynienia z niej opus vitae. A może chcesz miec dziecko, ale nie męża? Może tak właśnie chcesz, może po prostu boisz się pójśc pod prąd, może boisz się że będą nazywac Cię feministką lub dziwaczką, może boisz się, że rodzina nie zaakceptuje faktu, że jesteś z facetem, który nie jest z tobą formalnie związany, że kochasz kogoś z kim może nawet nie mieszkasz? Może marzysz o tym, by wracac do własnego mieszkania, w kórym nikt na Ciebie nie czeka, oprócz ciszy, światła lampki, szelestu kartek dobrej książki.... Może marzysz o tym, by wracac do mieszkania, w którym czasem czeka na Ciebie męzczyzna, którego kochasz, ale którego na zajutrz po nieziemskim seksie nie będziesz musiała oglądac w kapciach przy obiedzie i którego szczoteczka do zębów nie zadomowi się w Twojej łazience? A może marzysz o gromadzie dzieci, ciągłym hałasie, mężu, psie, dwóch kotach... Ok. Byle by było to twoje PRAWDZIWE PRAGNIENIE, nie zaś podświadoma chęc wbicia się w schemat. I bylebyś miała, tak dla asekuracji, własne mieszkanie... Jeśli wybierzesz opcję pierwszą, pamiętaj, że to taki sam wybór jak każdy inny. Dobry- bo Twój własny autonomiczny. I wcale nie musisz wbijac się w kombinezoniki zakonne, by byc samotnie żyjącą kobietą. Małżeństwo jest rozwiązniem alternatywnym do każdej innej formy życia, jaka Ci się zamarzy. Bo jesteś wolnym człowiekiem, nie narzędziem do spełniania społecznych oczekiwań. Pamiętaj, że jeśli społeczeńswo oczekuje od kobiet określonych zachowań, to ma to służyc przede wszystkim komfortowi mężczyzn. Jeteś młoda, przed Tobą wybór - ogien i woda, wybierz cokolwiek, lecz wybierz TYLKO WŁASNE pragnienie. I nie słuchaj tych którzy rzucają obelgi o starych pannach, ignoruj tych którzy będą mówic, że jesteś gorsza, bo żyjesz po swojemu. To tylko świadczy o nieumiejętności poradzenia sobie z zachodzącymi zmianami, przez prostackich facetów o sztywnych i ciasnych, jak dupa węża horyzontach. Męski, szowinistyczny półświatek zawsze będzie się czuł sfrustrowany, kiedy spróbujemy wymykac się ze schematów.
feministka się chwali, czyli notka bez sensu
Tak dawno mnie tutaj nie było, ze zapomniałam hasła. Nie mam ochoty na notki, na kontakt wszelaki- nawet ze światem wirtualnym, zbyt wiele się dzieje. W zasadzie to cykor jestem, ponieważ chciałam o czymś, ale jeśli nie popełniam notki wzburzona to ostygam a potem zastanawiam się czy wypada ( lol). Generalnie sobie siedzę, leczę rany, a co tam, kurwa, powiem ! Jestem z siebie dumna, mąż w celu uatrakcyjnienia seksu sprezentował mi wibrator- w wersji standardowej, ale nici z zabawy bo okazał się za duży. Nie mniej jednak byłam dzielna, zacisnęłam ząbki i...poczułam się jak w trakcie rozdziewiczania :P No i czuję się jak po zejsciu z pala, leczę otarcia, ale w duchu sobie myślę, że jest dobrze, po siedmiu latach od urodzenia dziecka, nie rozciągnęłam się, jestem inna? E tam, po prostu przez większośc swego lajf uprawiałam głównie seks oralny, jest fajniejszy, polecam:) Chwalę się? Jasne, że tak. No żesz kurczak, przynajmniej nigdy nie usłyszę, że z wiadrem to po wodę... jeden zero dla mnie, kobitki :P
Kobieta- nikt, czyli zostań żoną
No bo wkurw mam nagły, niemal metafizyczny, to sobie napisze ! Kobieto pamiętasz jeszcze kim byłaś?? Co pasjonowało Cię jako nastolatkę, studentkę, jako dziesięcioletnie dziecko? Zbierałaś kapsle, a może pisałaś wiersze, gwizdłaś na palcach a może skakałaś z chłopcami po drzewach... Lubiłaś ambitną literaturę i niekończące się egzystencjalne rozmowy. Słuchałaś ciężkiej muzyki, ponieważ miała w sobie ładunek treści, a może klasycznej, bo miałaś jeszcze tyle czasu, by ztrzymac się w połowie znaczeń...Mówili, że jesteś krnąbrna i nieokiełznana, że masz w sobie dziką krew, że nie sposób Cię zatrzymac...Fascynowała ich twoja intensywnośc...Trafiałaś zawsze do celu, każdego jakiego zapragnęłaś, świat w twoich dłoniach był małą odpustową zabawką. Kochałaś. Intensywnie do bólu, do ekstazy radości. Krótko lub długo, wiernie jak pies. Śmiałaś się. Płakałaś. Całą sobą. Prawdziwie. Teraz mieszasz zupę w garze i wiesz już ,że Ciebie nie ma, chociaż oni mówią do Ciebie, tak jakbyś żyła...choc nie przynoszą Ci zniczy, ani chryzantem, bo właśnie Tobie powinni pierwszego listopada. Stałaś się funkcją, meblem, istotą bez kształtu i znaczenia. Bez własnego miejsca w domu. Cieniem rozwleczonym pomiędzy czymś do zrobienia. Polskie żony i matki to takie dziwne twory- bez własnego miejsca, bez własnego czasu, z dniem rozkrojonym pomiędzy gary, dzieci, z dwoma godzinami wyrwanymi nocy, z poczuciem winy, że mogły spędzic go pożyteczniej. Czas poszatkowany między ogłupiające regularne czynności nie nadaje się by zatrzymac umysł nad czymś dłużej, wnikliwiej, więc większośc kończy przy debilnych serialach i bzdurnych gazetkach...Te, które nie kończą, walczą codziennie. Najczęściej z poczuciem winy. Jeśli mówią, że masz dziką krew...uciekaj przed zagrodą zanim Cię do niej zwabią. Potem możesz tylko pisac blogi...staczac się w zanikanie...
|